admin

Administrator
Członek Załogi
Sierpień 2, 2018
7
0
1
#1
Rzadko zdarza mi się chodzić na filmy, które są już obrzucone na starcie błotem, aczkolwiek uparłem się na ten seans. Jednymi z powodów był ciekawy trailer i Agata Kulesza – aktorka, jaką w ostatnim czasie darzę sympatią. Innym powodem był też fakt przekonania się na własnej skórze: Czy „Pani z przedszkola” jest naprawdę tak fatalna? Pobyt w kinie rozwiał wątpliwości, chociaż nie od razu. Początek był znośny i choć mało śmieszny, to nie zapowiadał katastrofy. Tego ostatniego bym nie powiedział o tej produkcji, jednakże ta recenzja będzie bardziej jedną z tych negatywnych. Obraz jest przesiąknięty seksem i to zezwierzęcenie mi się wcale nie podobało.

Film opowiada historie pewnego mężczyzny, który ma problemy z przedwczesną erekcją. Udaje się on do terapeuty (Marian Dziędziel) w celu uleczenia swojej dolegliwości. Dyskusja schodzi na temat wczesnej młodości i to w niej panowie będą doszukiwali się przyczyn problemu. W roli rodziców głównego bohatera możemy zobaczyć Agatę Kuleszę i Adama Woronowicza. Babcia to Krystyna Janda, natomiast tytułową panią z przedszkola zagra Karolina Gruszka.

Jak już wcześniej wspominałem, ten film katastrofą nie jest. Natomiast zdecydowanie brakuje tu czegoś, co dałoby przyzwoitą rozrywkę. Obsada aktorska to nie wszystko. Akcja przenosi się do PRL-u, a to przecież wspaniałe pole popisu do wątków komediowych. Potencjał nie został wykorzystany. „Pani z przedszkola” do śmiesznych nie należy. Ogląda się to bardziej jako dramat czy film obyczajowy, natomiast w tej kwestii ten film jest po prostu słaby. Wątki nie mają w sobie siły przebicia.



Miłość lesbijska trochę zaskakuje, ale czy faktycznie to miałby być powód, żeby ten film oglądać? To bez cienia wątpliwości bezcenne zobaczyć całująca się Agatę Kuleszę z Karolina Gruszką, aczkolwiek tu naprawdę nie ma nic do oglądania. Fabuła nie posiada atutów. Wszystko jest na mieliźnie i chociaż fakt spalenia przedszkola przez głównego bohatera był minimalnie zabawny, to już jego próba samobójcza powiewała raczej kiczem.

Marcin Krzyształowicz reżyser „Obławy” z 2012 roku postanowił spróbować swoich sił w komedii – nie udało mu się. Jedyny śmiech na sali kinowej był wywołany żartem o cipce. Bardzo dobra obsada aktorska nie pomaga zbyt wiele. Mariana Dziędziela można zobaczyć niemalże wszędzie. Świetny aktor, który wraz z Agatą Kuleszą podnosi poziom recenzowanej produkcji, jednakże jest to zbyt mało, żeby tchnąć ducha rozrywki w to dzieło pozbawione treści. Bo już koniec końców, jaki morał jest z całej historii? „Pani z przedszkola” nie trudzi się z opowiedzeniem żadnej puenty. Zresztą tego ostatniego na próżno tu szukać. Fabuła nie przewidziała ani żartów, ani ciekawe zakończenia.

Mimo mojego narzekania oceniłem ten film nie tak źle, bo 4 w skali do 10. Nie ma tu znaczących błędów logicznych, a produkcja nie zalatuje kiczem, jakby można się było tego spodziewać. Ostatni raz w tym roku wybrałem się do kina na polską produkcję. Nie żartuję!