admin

Administrator
Członek Załogi
Sierpień 2, 2018
7
0
1
#1
Zdążyłem zauważyć, że na blogu od pół roku się nic nie pojawiło. Nie mam zamiaru wypisywać przyczyn i poświęcać temu tematowi więcej czasu. (po prawej stronie są odpowiedzi) Przygotowałem dla was rewelacyjny film i to właśnie przy nim skupimy się najbardziej. Mowa o „En Ganske snill mann” – norweskiej czarnej komedii z rewelacyjnym aktorem jakim jest Stellan Skarsgård. Co interesujące w produkcji znajdą się pewne polskie smaczki. Podczas seansu bawiłem się bardzo dobrze. Postaram się przybliżyć czytelnikom moje emocje związane z tym obrazem.

Tytułowy „Pewien dżentelmen” ma na imię Urlik. Właśnie wyszedł z więzienia. Spędził tam dwanaście lat za zabójstwo kochanka swojej żony. Nawiasem mówiąc, ludzie dzielą się na tych co siedzieli, co siedzą i co będą siedzieć. W jakiś magiczny sposób losu właśnie dzisiaj usłyszałem ten tekst. W każdym bądź razie główny bohater obiera sobie za cel powrót do życia społecznego. Z zawodu jest mechanikiem i dzięki znajomością szybko znajduje miejsce do spania (o warunkach później) oraz pracę. Z czym to się „je”?

Film „je” się bardzo dobrze. Produkcja posiada pewien mroczny klimat, więc podchodzi pod swój gatunek. Atmosfera to jedna z największych zalet. Widz dość szybko polubi Urlika. To mężczyzna z krwi i kości. Posiada pewien styl. Można sobie wyobrażać, czemu on właściwie poszedł siedzieć. Teoretycznie każdemu mogłyby puścić nerwy. Produkcja niekoniecznie wyróżnia się montażem czy dobrymi zdjęciami, te rzeczy są po prostu na dobrym poziomie i nic poza tym.



Na czym polega kawał? Śmiechu w filmie w gruncie rzeczy jest mało. Żarty mają charakter ironiczny. Są to głównie jakieś sytuacje. Tak autorzy to zaplanowali i trzeba przyjąć to w tej formie. Gdyby było więcej komediowego charakteru, to produkcja straciłaby swój klimat.

Wspomniałem wcześniej o polskich smaczkach. Urlik dostał mały ciemny pokój. Wygląda to dość biednie. Przychodzi do niego czasem starsza gosposia. Nie będę wnikał w to, jak wyglądają ich relacje, ale powiem tylko – że jest pokrętnie. Jest dobrze. Główny bohater ma telewizor i pytanie za sto punktów, co ogląda? Polską telewizję! Tak, tak. Podczas seansu możemy usłyszeć takie przeboje jak „Jaka to melodia” lub przeboje Krzysztofa Krawczyka. Ten fakt przeważa za tym, żeby ten film polecać niemalże każdemu.

No i tak – polecam. Miejcie też na uwadze, że ja lubię czarne komedie, więc ma to pewnie jakiś wpływ. Główne zalety to Stellan Skarsgard oraz rewelacyjny klimat. Fabuła jest właściwie dosyć prosta. Znajdziemy tam pewien mały wątek miłosny, rodzinny, no i coś trochę gangsterskiego. Wszystko jednak jest bardzo lekkie. Nic nie posiada dominującego charakteru. Nic poza ironią, która nastraja nas do lepszego podejścia do życia. Jak myślicie? Tak właśnie jest? Chciałbym, żeby tak to działało.